29 stycznia 2017

Aport do frisbee - chwyt dysku

Zamknij oczy i przenieś się na chwilę na zawody frisbee… wyobraź sobie jak stoisz na linii startu, a obok ciebie twój pies. Dajesz komendę do „obiegu”, rzucasz – idealnie! Piękny, stabilny backhand na czwartą strefę (Mistrzu!) … pieseł obiega, pędzi, śledzi dysk, wyskakuje i…. nie łapie. Albo łapie (a co tam!) baaa… już do ciebie wraca i… dysk wypada mu z pyska, a wy tracicie cenne sekundy… ;) #najgorzej


Ale spokojna głowa! To da się „leczyć” i to dość łatwo, prosto i przyjemnie J 

W tym odcinku naszego cyklu „Aport do frisbee” zajmiemy się 


CHWYTEM DYSKU!


Wszystkie wpisy w tym cyklu są inspirowane naszymi zmaganiami z aportem i opierają się na tym, co udało nam się przerobić i przetestować w danym temacie, dlatego pominę w tym wpisie takie przyczyny niełapania jak:

  • Nie śledzenie dysku przez psa/ problemy z techniką skoku i brak umiejętności wymierzenia i zebrania kroku przed wyskokiem
  • Zbyt szybki dysk - niedobrany pod możliwości/ rozmiar psa
  • Jeśli pies nie dobiega do dysku najprawdopodobniej dysk rzuciłeś zbyt płasko – tzw. uciekający dysk lub wybrałeś jeden z szybkich dysków np. SuperSonic
  • Jeśli pies podbiega pod dysk, odbija go od spodu, zabiega go, najprawdopodobniej dysk jest za wolny i „zawisający”, a nasz pies nie ma jeszcze doświadczenia w łapania tego typu dysków
  • Źle rzucony dysk (skręcający na maxa w prawo/ lewo, rzucony za nisko/ wysoko)

    (przy pomyślnych wiatrach skrobnę coś niecoś o tym przy okazji)

Tak więc… Pippin charakteryzuje się dość pewnym, aczkolwiek delikatnym chwytem, co jest spoko, bo nie niszczy dysków (jednym kompletem graliśmy 2 lata!) i „nonszalanckim” noszeniem tegoż ;) – jak wraca do mnie w tossie, to zaczepia sobie dysk na kle i tak biegnie… nietrudno się domyślić, że (o dziwo! ;)) dysk jakoś nie chce się trzymać na jednym zębie, gdy pies galopuje ;] a wygląda to właśnie tak jak na załączonych fotkach ;) 

Naszym celem była poprawa Pippinowego gripu (chwytu).


Przyczyny pojawienia się problemu widzę jedną:
na początku naszego frisbowania nie przeciągałam się dyskiem, bo mi go najzwyczajniej w świecie było szkoda J dlatego, gdy pies wracał do mnie z dyskiem uciekałam mu ochoczo wymachując szarpakiem. A ten pluł dyskiem gdzie popadnie i zatapiał zębiska w zabawce. Doprowadziło to osłabienia chwytu, bo po co łapać mocniej, stabilniej i pewniej, skoro zaraz będzie trzeba go wypluć ;)
Ależ się Pippin zdziwił, gdy któregoś dnia przybiegł do mnie z dyskiem, a ja jednym ruchem wyciągnęłam mu go z zębów, a on w oka mgnieniu stracił tak cenną dla siebie rzecz! Nie godzi się! (nie…. Nagle nie przestało mi być szkoda dysków… po prostu kupiłam eurablendy;)) i  tak zaczęliśmy się szarpać dyskami na poważnie. Pomogło!

W sumie to niewiele trzeba było. Żadnych specjalistycznych i wymyślnych ćwiczeń nie robiliśmy, a efekt bardziej niż zadowalający J Także polecam spróbować sięgnąć po najprostsze rozwiązania, te które leżą wręcz pod nosem, a których często nie doceniamy pochłonięci podążaniem za „nowymi trendami” J

poprawny chwyt dysku :) 
Pamiętajcie tylko, że we wszystkim potrzebny jest umiar i balans…hmmm… może taki przykładzik – jak przeholuję z emocjami, szarpaniem i konfetti na treningach Pippin zamienia się w prawdziwy kasownik do dysków… do tego stopnia, że czasem ma problemy z wypluciem dysku, bo ten zaklinował mu się na kłach :D także ten….no balans ;)

Często pada też pytanie, czy podawać komendę na chwyt. 

To zależy. Są psy, które bywają niepewne swoich możliwości, tego co mają zrobić, znajdują się w nowej/innej sytuacji/scenerii niż zazwyczaj na treningach i takim psom przyda się sygnał od przewodnika upewniający psa w tym, co powinien zrobić. Gdy pies nabierze pewności i wprawy możemy śmiało z niej zrezygnować i zawierzyć mu, że sam jest w stanie ocenić i zdecydować kiedy i jak chwycić dysk.

A tak już całkiem na marginesie, niektóre psy to totalne „narwańce” ;), które mają problem z wyczekaniem na dysk, który zawisł i mimo, że ten jest jeszcze wysoko, próbują do niego doskoczyć, co się oczywiście kończy tym, że z dyskiem się przestrzelą. W takich sytuacjach spora grupa zawodników używa komendy „czekaj” i „catch” żeby zwolnić psa do chwytu, a skutki tego są różne i podłużne. My nie stosowaliśmy więc się nie wypowiem J. A u was działa to?



Na koniec podrzucę jeszcze fragment fristajlowej karty ocen wg regulaminu USDDN:

Retrieval - The dog’s ability to track, chase, and catch discs, while demonstrating a variety of retrieval options (dropping discs away from the player, at the player’s feet, handing them to the player).
*możliwości psa do śledzenia, pogoni i łapania dysku, w czasie gdy demonstruje różne formy aportowania (puszczanie dysku z daleka od zawodnika, pod jego nogi oraz oddawanie do ręki)

Grip - Before, during and after the moment of executing a disc, the canine must exhibit consistent commitment with adequate focus.
*Przed, w trakcie oraz po momencie złapania dysku pies musi okazywać stałe zaangażowanie z właściwym skupieniem


Aż w 2 miejscach wzmianka o „przyzwoitym chwycie”….! Przypadek? Nie sądzę… ;) 








7 komentarzy:

  1. Nasz problem jest taki, że Legion łapie dysk - biegnie chwilę do mnie, a w drodze go puszcza i nie chce przynieść... Próbowaliśmy już sporo rzeczy, ale nadal nie wychodzi. Czasami przyniesie pod same nogi, a czasami od razu po złapaniu upuszcza i zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm... bardziej bym tu obstawiała problemy z motywacją. Spróbuj wprowadzić do waszej zabawy kilka podpowiedzi z tego postu, powinny pomóc: http://aussiedogfrisbee.blogspot.no/2016/03/aport-do-frisbee-pogon-cz1.html i pamiętaj o przeciąganiu się w nagrodę! :) W kolejnych częściach cyklu o aporcie będę pisać więcej nt powrotu z dyskiem więc zapraszam do śledzenia :)

      Usuń
    2. Tylko, że właśnie frisbee to jej ulubiona zabawka - bardzo jest na nią zmotywowana. Jak niosę ją w ręce to skacze na mnie bo chce swoje frisbee, jak rzucam to biegnie jak szalona. Tylko z tym przynoszeniem nie wychodzi.

      Było tak, że kiedyś przynosiła super - potem wymyśliliśmy jakieś sztuczki z kilkoma frisbee naraz, więc musiała szybko puszczać jedno, bo zaraz będzie drugie. I od tego momentu przestała tak dobrze przynosić...

      Usuń
    3. o kurcze! coś musieliście chyba przekombinować ;) Ale spoko, skoro przynosiła, znaczy wie o co "kaman" w tej zabawie, trza teraz tylko wymyślić sposób jak odkręcić to coście przegięli ;) A wtedy to już prosta droga do tytułu "ura bura, król podwóra" :)
      ps. o przynoszeniu stricte jeszcze napiszę, ale można spróbować coś podłubać na płaszczyźnie motywacji - komunikacji (zrozumienie zadania) - nagradzania :)

      Usuń
    4. Czekam na wpis o przynoszeniu z niecierpliwością w takim razie. Próbowałem już wszystko i pies po prostu rzuca dysk i o nim zapomina. Jak wracamy do domu z parku to całą drogę potrafi nieść, ale jak rzucę to zrobi kilka kroków i wyrzuca.

      Robiliśmy takie ćwiczenie, że usadzałem psa, rzucałem przed niego dysk i zachęcałem, aby mi go przyniósł - Legion podbiega, bierze dysk w łapy, podrzuca i przybiega do mnie bez niego ;/

      Usuń
  2. Moja psica z kolei nie lubi twardych zabawek, najlepsze są futerka, stąd na zabawę dyskiem cięzko ją namówić bo przeciągnie tym nie jest dla niej frajdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mieliśmy ten problem z "jaśnie panem" ;) zaczynaliśmy od gumowych "naleśników" przypominających frisbee i od zabawek, a potem poszło :) również polecam wcześniejsze wpisy dotyczące "aportu do frisbee" znajdziecie tam kilka pomysłów dla "księżniczek" ;)

      Usuń

AddThis