28 listopada 2015

Projekt 360 - part 1 :)

Po wielu trudach i znojach jest mi niezmiernie miło, że w końcu mogłam napisać ten tytuł :) Niby nic szczególnego, ale dla mnie znaczy bardzo wiele. A co dokładnie? 150 km, 12716 kcal w "jedyne" 39h :) mniej więcej tyle zajęło nam przejście górskimi pasmami dookoła Kotliny Jeleniogórskiej :)

z naszej wyprawy postanowiłam zrobić mały cykl podzielony na tematyczne posty, w którym będzie można znaleźć:

  • opisy przemierzanych przez nas górskich szlaków - czyli, gdzie warto wleźć, a gdzie zdecydowanie nie powinniśmy się znaleźć
  • kilka wskazówek jak wyjść z psem w Sudety i wrócić w miarę w jednym kawałku ;) 
  • garść tipów i psio-górskich "mast have" wypróbowanych na własnej skórze 
  • schroniska i jedzenie czyli kilka rad na temat gdzie spać z psem, żeby go rano nie podali na śniadanie....


Tak oto mam przyjemność zaprosić 
na nasz pierwszy DOGTREKKINGOWY PROJEKT


Bo najważniejszy jest Duch Wyprawy. Inspiracja!
pierwszy kamyczek... Mieszkamy w kotlinie, na około góry, góry i jeszcze więcej gór ... Od południa są to Karkonosze, na wschodzie leżą Rudawy Janowickie, od północy mamy Góry Kaczawskie oraz na zachodzie Góry i Pogórze Izerskie Tu gdzie mieszkamy, skłamie ten, kto powie, że nie mają one większego wpływu na jego życie. W pewnym sensie sprawiają one, że czujemy się nawet "lepsi", gdy patrzymy z pogardą na ludzi z nizinnymi rejestracjami, próbujących swoich sił na zimowych, krętych trasach w Szklarskiej. Jesteśmy twardzi ludzie gór... a przynajmniej tak nam się wydaje... :)
drugi kamyczek...Pod koniec września odbywa się u nas ekstremalna impreza zwana "Przejście Kotliny"
Przejście ma na celu upamiętnienie dwóch ratowników Grupy Karkonoskiej GOPR: Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza. Zgineli oni w lawinie w Kotle Małego Stawu 8 lutego 2005, będąc na służbie. Daniel był inicjatorem I Przejścia - wraz z 2 kolegami z GOPRu wyruszył na trasę w 2004 roku. Niestety nie dane mu było spróbować jeszcze raz...
trzeci kamyczek... że mamy świra na punkcie Władcy Pierścieni, to większość już wie ;) rozszerzoną wersję LOTR'a oglądamy kilka razy w roku... tak, znamy dialogi na pamięć ;) no więc po raz enty obejrzane "Dwie wieże"... scena pościgu Aragorna, Legolasa i Gimliego za uprowadzonymi przez Uruk-hai Niziołkami! i...


nie mogło się to skończyć inaczej... Małe kamyczki strąciły wielką lawinę... decyzja zapadła. Wyruszamy na wielką włóczęgę dookoła kotliny!  a towarzyszyć nam będzie najdzielniejszy hobbit na całym świecie (i okolicznych wioskach) - PIPPIN :D  

~~~*~~~

Każda wielka wyprawa zaczyna się od tej części, w której Kuba ogarnia trasę, a ja rzeczowo potrząsam głową w rytm "mhm" i "tak tak", czyli od planowania... (potem na trasie zwykle narzekam, czemu idziemy akurat tędy, bo przecież tam było lepiej - taki mój urok;) )

Baaardzo wstępny plan - w dalszej części wyprawy mocno zweryfikowany ;)

Przejście Kotliny w wersji zawodów ma ograniczony czas do 48h ciągiem, co oznacza, że całe 150 km, które chcieliśmy przejść musielibyśmy zrobić na raz...;) Z racji, że nie jesteśmy hardcorowymi koksami postanowiliśmy zrobić wersję light :) czyli podzielić trasę w miarę sensownie na kawałeczki, tak by codziennie przemierzyć około 30 km. Jak na górskie tereny, plan wydał się dość sensowny :) Na każde pasmo górskie rezerwujemy jeden dzień, z wyjątkiem Karkonoszy, na nie mamy aż 2 dni... szaleństwo...

Początkowo wyprawa  zakładała przemarsz od schroniska do schroniska z dzielnie taszczonym na plecach dobytkiem... jednakże... nasze plany zostały szybciutko sprowadzone na ziemię...Pierwotnie, po pierwszym dniu wycieczki chcieliśmy zanocować w schronisku Wysoki Kamień w Górach Izerskich tu ich strona. Na mapie (mapa ma z 5 lat...) przy oznaczeniu schroniska napisano, że jest ono w budowie... otóż okazuje się, że dalej jest w budowie i że przez kolejne przynajmniej 10 lat nic się w tej materii nie zmieni... nie liczcie też, że w środku można się chociażby ogrzać. płonne nadzieje... jedyne na co można liczyć, to zimna herbata podana w plastikowym kubeczku... :) mniami! Jeśli więc nie Wysoki Kamień, to może Chatka Górzystów? Co prawda nadrobimy trochę drogi, ale jeśli uda nam się zanocować na trasie z psem, to warto. Dzwonimy. Pani w słuchawce mówi "Pies?! o boże...no dobrze... skoro Pani tak zależy... może spać, ale nie w pokoju!" jak nie w pokoju, to gdzie? "Ano na korytarzu!" Po tej informacji wszystko mi opadło... Temat psa w schroniskach, to temat rzeka, dlatego obiecuję poświęcić mu osobny post :)


A teraz, w ramach małego przerywnika zapraszam na film z pierwszego dnia wyprawy w rytm melodii prosto z zielonych pagórków Shiree :)



29.10.2015

bladym świtem, kiedy wszędzie jeszcze zalegała gęsta mgła, wyruszamy z domu na naszą wymarzoną wędrówkę. Postanowiliśmy od razu iść na piechotę ze względu na fakt, że nie musieliśmy tego dnia dochodzić ani do Wysokiego Kamienia, ani do Chatki Górzystów... jedynie do dolnej stacji PKP w Szklarskiej Porębie skąd mieliśmy wrócić ciuchcią do domu.Tak więc kilka ładnych kilometrów mieliśmy w zapasie.
Pierwszy etap trasy był nam dobrze znany, bo często i gęsto wybieraliśmy się z Pippinem w stronę gościńca Perła Zachodu (klik!). Z naszego osiedla prowadzą tam dwie drogi, jedna asfaltowo-brukowana idąca tuż przy rzece Bóbr i druga bardziej dzika, która biegnie zboczem Bobrowego Jaru. Wybieramy opcję nr 1.

Cały czas tuptając przy rzece mijamy Cudowne Źródełko - według legendy miało ono udowodnić winę pewnemu rycerzowi z Siedlęcina, który trzy swoje żony, jedną po drugiej, skrycie otruł. Przed sądem skłamał, że zabił je, bo zdradziły. Jednak duchy niewiast ukazały się na rozprawie. Rycerz został zmuszony przez sąd do wypicia wody ze źródełka, w celu udowodnienia swojej niewinności. Gdy rycerz tylko nachylił się i dotknął ustami wody, szybko przewrócił się na ziemie, a ciało jego skurczyło się i poczerniało. Od tego dnia wszyscy zabójcy i krzywoprzysięzcy zaczęli unikać źródełka. ;) Wszyscy wodę ze źródełka piliśmy i jeszcze żadne z nas się nie "skurczyło i poczerniało" ;) więc idziemy dalej. Dochodzimy do Siedlęcina, małej mieściny z zabytkową wieżą rycerską - to tu mieszkał ów rycerz ze swoimi żonami. Wierzę można zwiedzić za symboliczną opłatą. Mijamy wieżę, idziemy jeszcze kilka kilometrów. Mgły już zdążyły opaść, jest pięknie i słonecznie. Drzewa przy brzegu troszkę się przerzedziły i mogliśmy nacieszyć oczy pięknym jesiennym widokiem na Jezioro Wrzeszczyńskie :)
 Przy jeziorze odbijamy w lewo, kierując się na Rybnicę. Prowadzi nas niebieski szlak. Asfalt i bruk już dawno się skończyły zamieniając się na szutrową drogę, lub ubijaną gruntową leśną ścieżkę. I tak dreptamy wesoło przez las około 4 km. Pippin jest podpięty do pasa biodrowego linką z amortyzatorem i muszę przyznać, że ten, kto wymyślił ten patent powinien dostać pokojową nagrodę Nobla! Nic mi się nie plącze pod nogami, żadne linki, smycze, które Pippin zazwyczaj omotuje na około siebie i między łapami doprowadzając mnie do szewskiej pasji, kiedy co 15 min musimy robić postój na robótki ręczne związane z odplątywaniem inwentarza. A jak fachowo ciągnie mnie do przodu! Miód na moje umęczone nogi :) (o sprzęcie też napiszę co nieco w osobnej notce)
A tymczasem dochodzimy do Rybnicy, gdzie kończy się ściana lasu i zaczynają dzikie ostępy :) 



Tutaj na prawdę można się poczuć jak na stepach Rohanu :) gdzie nie spojrzeć, tam wielkie przestrzenie, pola, łąki, w dali widać stado sarenek, no i góry, góry, góry. Góry są jeszcze daleko przed nami, dziś do tych wysokich nie zawitamy. Możemy im tylko pomachać z oddali, bo widoczność jest znakomita :) Idziemy dalej ścieżką między łąkami w stronę Wojcieszyc, gdzie przechodzimy przez ulicę, mijamy kilka wiejskich zabudowań. Naszego przemarszu przez Wojcieszyce nie da się nie zauważyć, a raczej nie usłyszeć... bo cała wioska szczeka tak, że własne myśli ciężko usłyszeć. Ufff...koniec wioski, znów wchodzimy na pola, łąki i lasy kierując się na Bobrowe Skały.Znajdują się one na północno-wschodnim stoku góry Ciemniak (699 m n.p.m.) więc trasa biegnie dość ostro pod górę! Na szczęście jest z nami najlepszej klasy wyciągarka górska - Pippin, który nie zatrzymał się ani razu przez całe podejście! Od północnej strony ściana Bobrowych Skał ma około 30 m wysokości więc na szczycie znajduje się dobry punkt widokowy na Karkonosze oraz Kotlinę Jeleniogórską i w oddali Rudawy Janowickie. Na szczyt skałek prowadzą metalowe schodki *uwaga! te również są bardzo strome. W pobliżu w latach 30. XX w. mieściła się tu popularna restauracja i wieża widokowa, dziś pozostały tylko resztki fundamentów :( Latem można spotkać tu wielu wspinaczy z całej Polski.

W pośpiechu schodzimy z Bobrowych Skał. Jeśli zaraz nie przyspieszymy marszu, to ucieknie nam pociąg do domu, a na kolejny przyjdzie czekać ponad 2 godziny... no to gazem! Zielony szlak na Mały Ciemniak - ach jak tu pięknie...słońce świeci w nosek... i te szeleszczące liście pod nogami... szybko! odbijamy na Goduszyn, stamtąd żółtym szlakiem na stację PKP Szklarska Poręba Dolna... o rany!!! wybiegamy z pięknego, jesiennego lasu wprost na...

tak. to jest stacja PKP... kocham cię Polsko....
mimo wszystko uf...udało się! zdążyliśmy na pociąg:)




Według endomondo pierwszy etap naszej podróży wyniósł 28.63 km i zajął nam prawie 7 h samego marszu, na dłuższe postoje "wciskaliśmy pauzę" :) Nie styraliśmy się bardzo, bo to dopiero pierwszy dzień z pięciu więc szliśmy "na świeżo".
Trasa w dużym stopniu prowadzi przez łąki, a te mają w zwyczaju być jesienią mokre, a nawet bardzo mokre...dlatego nasz wybór padł na nieprzemakalne buty. A że jedyne nieprzemakalne, obok kaloszy ;), to wysokie górskie buty z goretexu, wybór padł właśnie na nie...bo nie ma nic gorszego niż przemoczone stopy już na początku wyprawy. O jakie były moje lamenty, gdy okazało się, że bywają gorsze rzeczy... czyli zbyt ciężkie buty na zbyt łatwą trasę, które skutecznie odgniotły piętno na moim ścięgnie Ahillesa i na kolejnych 4 dniach wędrówki...

a teraz troszkę liczb, map i wykresów dla dociekliwych, lub tych próbujących pójść naszymi śladami :)


11 komentarzy:

  1. Człowiek z nizinną rejestracją niecierpliwie czeka na ciąg dalszy :D
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny pomysł :D
    Czekam na kolejne relacje

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki Dziewczyny! :) na pewno będzie ciąg dalszy, niech no się tylko filmiki pokleją ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mega pomysł! Mam nadzieję, że projekt będzie się prężnie rozwijał, a także, że szybko będę miała okazję do użycia w praktyce zgromadzonej przez Ciebie wiedzy. Świetna sprawa! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy:) kolejne posty mamy już w wersji beta, filmiki się kleją, fotki obrabiają :) moje dziecie powstaje <3 ;)

      Usuń
  5. Wow ! A ja myślałam, że nasze dzisiejsze 11 km w 3 godziny to wyczyn :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że wyczyn! każdy ma swoje granice do przesunięcia :)

      Usuń
    2. "każdy ma swoje granice do przesunięcia" - tak granice terenowe :D U nas po prostu nie ma gdzie chodzić, ale cóż trzeba być kreatywnym i coś wymyślać.

      Usuń
    3. znam ten ból... :/ od tygodnia mam "przyjemność" mieszkać we Wrocławiu... w centrum... ratunku!

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Troszkę za daleko abyśmy mogli ratować :p U nas nie ma nawet ciekawych terenów za miastem więc będziemy śmigać po ścieżkach rowerowych :D

      Usuń

AddThis